Zielony Helenów

zielony helenow (orginal)

Pomiędzy ul. Północną a Wojska Polskiego położony jest park Helenów. Obecnie jest jednym z mniejszych i mniej znanych łódzkich zieleńców, ale w 1885 roku, kiedy był otwierany, okrzyknięto go od razu zielonym salonem Łodzi.

Najpierw były ogródki piwne

Prywatne parki łódzkie wywodzą swój rodowód z ogródków piwnych. Urządzały je browary, chcąc w ten sposób zapewnić sobie klientelę i większe zyski. Tak też postąpili spadkobiercy znanego piwowara Karola Andstadta i zorganizowali wyszynk na świeżym powietrzu w Helenowie. Wkrótce jednak zrobili następny krok i z ogródka piwnego uczynili park rozrywki i pierwsze w Łodzi tereny wystawowe.

Wybrane miejsce, bardzo urokliwe, położone w dolinie rzeki Łódki, dawało roślinności wyjątkowo dobre warunki rozwoju. Trzy solidne i dobrze utrzymane stawy umożliwiały różnego typu rozrywki wodne oraz budowę kaskad i wodotrysków.

helenow (orginal)


Przy głównej alei zaraz za wejściem od ul. Północnej goście mogli skorzystać z usług wielkiej restauracji. Trudno uwierzyć, ale sala mogła jednorazowo pomieścić tysiąc osób! Dla sportowców zorganizowano w parku tor kolarski i korty tenisowe.

Niezwykłą atrakcją okazał się zwierzyniec, gdzie eksponowano rodzimą i egzotyczną faunę. Podziwiać można było pawie, synogarlice, przepiórki, daniele, a nawet niedźwiedzie. Znany jest, niestety dramatyczny przypadek rozszarpania przez niedźwiedzicę opiekuna, który nieopatrznie zbliżył się do zwierza.

Na drugim brzegu Łódki podziwiać można było wodotryski i piękne tereny spacerowe z grotą zakochanych włącznie. Obok parku znajdowało się gospodarstwo ogrodnicze, którego pracownicy dbali o roślinność i porządek na trawnikach.
Wstęp do parku był oczywiście płatny, ale w zamian goście otrzymywali możliwość odpoczynku pośród wypielęgnowanej przyrody i dobrej zabawy. Z parku korzystała przede wszystkim łódzka klasa średnia: bogatsi rzemieślnicy, kupcy, lekarze, prawnicy. Klientela szybko jednak się zdemokratyzowała, kiedy do Helenowa doprowadzono linię tramwajową.

Po włosku, hiszpańsku i z gejszami

Znawca zabawowych zwyczajów łodzian, Wacław Pawlak, za ówczesną prasą podaje przykłady lukullusowych uczt i imprez. Właściciele parku oraz liczne łódzkie stowarzyszenia licząc na niebagatelne zyski sięgające kilku tysięcy rubli z imprezy, prześcigały się w atrakcjach. Piękne chińskie lampiony zdobiące alejki i dobra muzyka, czy też skok spadochronowy z balonu były po prostu standardem.

Popisała się natomiast straż ogniwa, która z okazji swojego 25-lecia urządziła zabawę w stylu japońskim dla wszystkich chętnych. Gości obsługiwało 400 gejsz, które obdarowywały każdego przybysza chryzantemą. Wielką atrakcją stało się korso kwiatowe, czyli parada powozów łódzkiej burżuazji fantazyjne ozdobionych kwiatami.

Nie obeszło się bez zaskakujących niespodzianek. U stóp wysokiej japońskiej wieży pojawiły się nagle języki ognia. Wybuchł kontrolowany pożar, który dał strażakom możliwość popisania się sprawnością nie tylko w gaszeniu żywiołu, ale również w ratowaniu i otaczaniu opieką łódzkich gejsz. Udaną akcję zakończył marsz triumfalny strażaków oraz marynarzy przypominających niedawne odkrycie Japonii dla świata zachodniego, a także gejsz i szanownej publiczność.

powlosku (orginal)

Wpływowe Stowarzyszenie Komiwojażerów zasłynęło organizacją pierwszej i wydaje się ostatniej łódzkiej corridy. Miała ona uświetnić wieczór hiszpański i wszystko było gotowe do walki na śmierć i życie, ale byki zawiodły. Zamiast atakować dzielnych łódzkich torreadorów chciwie skubały trawę na arenie. Okazało się, że mało doświadczeni pogromcy byków przez tydzień głodzili zwierzęta, aby walka z nimi była łatwiejsza. Nic dziwnego, że zwierzęta wolały się paść na zaimprowizowanej arenie niż atakować czerwoną muletę. Prasa zdemaskowała oszustwo, wypominając przy okazji, że mające bawić publiczność Hiszpanki pochodziły z okolic ulicy Nowomiejskiej. Inne bale komiwojażerów były bardziej udane, jak choćby włoska impreza, podczas której przygrywała pięćdziesięcioosobowa orkiestra mandolinistów i gitarzystów w neapolitańskich strojach pod dyrekcją Wacława Korotkiewicza.

Dla bardziej wyrafinowanej publiczności w parku organizowano wystawy malarskie, koncerty chórów i oraz wieczory literackie. Publiczność przyciągały również regularnie organizowane wyścigi cyklistów.

Targi łódzkie

Park Helenów w 1895 roku stał się miejscem wyjątkowej wystawy. Juliusz Kunitzer, właściciel Widzewskiej Manufaktury i prezes Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu zaproponował zorganizowanie wystawy przemysłowej prezentującej osiągnięcia łódzkiego przemysłu. W pawilonie wzniesionym na tę okazję znalazło się 225 stoisk wystawienniczych dających dobry przegląd możliwości produkcyjnych miasta.

helenow2 (orginal)

Naturalnie uwagę zwracały przygotowane zgodnie z gustami epoki i z artystycznym zamysłem stoiska potentatów: Poznańskiego, Scheiblera, Heintza i Kunitzera. Prezentowano materiały białe, barwione, drukowane podbijające rynki Rosji i Środkowego Wschodu.

Nie zabrakło również wyrobów przemysłu metalowego reprezentowanego przez fabryki Johna, Arkuszewskiego i Stephanusa. Przypomnijmy, że prawie w tym samym czasie we Lwowie w Parku Stryjskim Galicja prezentowała swój potencjał przemysłowy. Przebojem były... ręcznie tkane makatki z Buczacza.

Wystawie przemysłowej towarzyszyły bale i przyjęcia. Helenowska restauracja serwowała wyśmienite dania i wyborne alkohole. Dla nieco mniej zamożnych swoją ofertą gastronomiczną służyły kioski i stragany. Nie zapomniano, że Helenów wywodzi się z idei piwnych ogródków i Anstadtowie na każdym kroku serwowali swój trunek. Otwarcia ekspozycji dokonał generał-gubernator hrabia F.A. Szuwałow, a poczytny warszawski „Tygodnik Ilustrowany" poświęcił łódzkiej wystawie aż dwie korespondencje.

4 (orginal)

Zwiedzając obecny park w Helenowie, trudno w nim doszukać się śladów dawnej świetności. Łodź przełomu XIX i XX wieku była miastem nowoczesnym i utworzenie przynoszącego poważne zyski parku rozrywki było tego naturalną konsekwencją. Helenów wytrzymał konkurencję z innymi tego typu obiektami dzięki staraniom zarządu, który miał zawsze coś ciekawego do zaproponowania łodzianom w sobotni wieczór. Rozumiano znakomicie potrzeby ówczesnej publiczności, czyli połączenie wypoczynku na świeżym powietrzu z wydarzeniami, które rozbudzały wyobraźnię. Przyglądając się starym czarno-białym fotografiom, nie możemy wyjść z podziwu, w jak dobrym stanie znajdowało się publiczne przecież miejsce, z jaką starannością dbano o roślinność, aleje i czystą wodę w stawach. Nie robiono przecież tego wszystkiego tylko dla pieniędzy - po łódzku znaczyło wtedy porządnie.


Opracowanie: Andrzej Janecki Autor przy pisaniu artykułu korzystał z prac: W. Pawlak, Minionych zbaw czar, czyli czas wolny i rozrywka w dawnej Łodzi i W. Kawelczyński, Łódź przełomu wieków XIX/XX.
(13 marca 2009)

 

Miesięcznik Piotrkowska 104

Kronika Miasta Łodzi